Kalif - vagabundowy twardziel

Niedawno miałem przyjemność przez krótki czas towarzyszyć Adrianowi z ekipy vagabundog.pl w jego charytatywnym marszu Szlakiem Orlich Gniazd. Szlak ten mierzy sobie około 160 km długości i przebiega pomiędzy Częstochową, a Krakowem. Adrian razem z przygarniętym ze schroniska Kalifem postanowili pokonać razem ten dystans (do tej pory nie wiadomo, który z nich pierwszy wpadł na ten pomysł) nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla schroniska w Nowym Dworze Mazowieckim. Dlaczego ich wyprawa była wyjątkowa i z jakimi trudnościami musieli się zmagać o tym powiem za chwilę. Na początku pociągiem dojechałem do Łaz i tam piechotą dotarłem do miejscowości o kosmicznej nazwie Hutki-Kanki, wcześniej zaopatrując się w mijanym sklepie w pół bochenka chleba i porządny kawał kiełbasy za trzy złote – w mieście by to nie przeszło. Dlaczego miejscowość nazywa się Hutki-Kanki? Nie mam pojęcia, bo nie ma tam ani hut, ani kanek (sprawdźcie sobie w Google co to „kanka”, warto :P). Dodatkowo w miejscowości tej mieści się hotel o nazwie jakby żywcem wyjętej z fallouta lub innej postapokaliptycznej rzeczywistości – Centuria. No w każdym razie uznałem to miejsce, za niezły koniec świata i rozbiłem swój namiot na mięciutkim, przypominającym gąbkę mchu.

Mój nocleg Hutki-Kanki

Następnego dnia rano, powoli ruszyłem w kierunku miejscowości Rodaki, przechodząc przy okazji przez Rezerwat Góry Chełm. W Rodakach zakupiłem prowiant na najbliższe godziny i przy okazji spędziłem kilka chwil z pewnym piesiem, który czując zapach kiełbasy bardzo mnie polubił.

Następnie spotkałem się z Adrianem i Kalifem i ruszyliśmy dalej w kierunku Olkusza. Jestem dla nich pełen uznania, ponieważ mieli za sobą kawał drogi i zwariowane warunki pogodowe. Gdy kilka dni wcześniej, rozpoczynali oni swoją wyprawę z Częstochowy temperatury były mocno ujemne, a śniegu było w bród. Gdy przeminęły już mrozy, pojawiły się deszcze i roztopy, a po roztopach słupek rtęci drastycznie skoczył, w dzień Adrian z Kalifemprzekraczając dwadzieścia stopni. To wszystko działo się na przestrzeni zaledwie dziesięciu dni, ale dzięki specyficznej więzi która utworzyła się pomiędzy człowiekiem, a psem byli w stanie to przetrwać i dojść do końca – i to w bardzo dobrych humorach. W Olkuszu zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę, nakarmiliśmy Kalifa (właściwie to Adrian nakarmił, ale tak brzmi bardziej w klimacie „Czterech Pancernych”) i ruszyliśmy w pobliski las szukając odpowiedniego miejsca na nocleg.

Ktoś mógłby pomyśleć że pies nie powinien pokonywać tylu kilometrów – pewnie wypachniony, ubrany w robiony na drutach czerwony sweter York, nie dałby rady. Wystarczyło tylko że wchodząc do lasu Adrian spuścił psa ze smyczy, by ten radośnie zaczął biegać wokół nas, skakać i obwąchiwać teren w promieniu dobrych kilkunastu metrów – naprawdę wyprawowa psina.

Po poszukiwaniach znaleźliśmy odpowiednie miejsce i przy grzmotach nadchodzącej burzy (która zmoczyła nas już trochę wcześniej) kończyliśmy rozbijanie namiotów. Po pierwszym ataku deszczu, razem z Kalifem ruszyłem zbierać opał, a Adrian przygotowywał drzewo na ognisko. Muszę przyznać że nieźle się przy tym napracował i na końcach języka mieliśmy już smak herbaty i kiełbasy z ogniska, gdy niespodziewanie znów lunęło deszczem, a nasze ognisko momentalnie zgasło.

No nic, schowaliśmy się w namiotach, a ja mając przeświadczenie że rozpadało się na dobre momentalnie usnąłem. Po przebudzeniu, Adrian przygotował naprawdę pyszną zupę i niestety musieliśmy się rozstać. Mnie wzywała praca, ich nawoływał tak bliski cel tej długiej wędrówki. Kilka godzin później otrzymałem wiadomość, że pokonali ostatnie 44 kilometry, jednocześnie kończąc swoją dziesięciodniową psio-ludzką wędrówkę.

W sekrecie powiem Wam że planują dalsze wyprawy, a jakie? O tym wkrótce na ich stronie!

Zapraszam na vagabundog.pl!

Więcej zdjęć z tej wyprawy możecie zobaczyć tutaj

Ostatnie wpisy

  • Święte Miasto Częstochowa*Święte Miasto Częstochowa* Z uwagi na to że zima na nowo do nas powróciła razem z moim znajomym, wybraliśmy się na 24 godzinny marsz z noclegiem […]
  • Szlak Orlich GniazdSzlak Orlich Gniazd Trasa rowerowego szlaku orlich gniazd zaczyna się na stacji PKP Kraków Mydlniki mieszczącej się na terenie […]
  • Zdobywamy Skrzyczne!Zdobywamy Skrzyczne! W minioną sobotę postanowiłem wykorzystać wszystkie uroki panującej u nas srogiej zimy i wybrać się na krótki marsz w […]
  • Rowerem na Czechy – 163 km w 25,5 godziny!Rowerem na Czechy – 163 km w 25,5 godziny! W ostatni piątek postanowiłem wybrać się z Michałem na prawdziwy wypad bez odpoczynku 🙂 Postanowiliśmy, że […]
  • Nocny spacerek we mgleNocny spacerek we mgle W ramach przygotowań do nadchodzącego sezonu wyprawowego, postanowiliśmy wybrać się na krótki nocny wypadzik w góry. Z […]
  • Droga na RysyDroga na Rysy O wejściu na Rysy marzyłem już od dawna, jednak zawsze stawało mi coś na drodze - raz fatalne warunki, innym razem […]