Święte Miasto Częstochowa*

Z uwagi na to że zima na nowo do nas powróciła razem z moim znajomym, wybraliśmy się na 24 godzinny marsz z noclegiem na dziko. Załadowani w 11 kilogramowe plecaki, wystartowaliśmy trochę po szóstej rano z Częstochowy i ruszyliśmy w stronę miejscowości Żarki. W okolicach godziny 15, zaczęliśmy szykować sobie improwizowane schronienie (nie chodziło o super szałas, a jedynie o konstrukcje której mieliśmy używać maksymalnie przez pięć godzin) które ochroniło nas od wiatru. Z roztopionego na ognisku śniegu zrobiliśmy zupki instant i  wskoczyliśmy w śpiwory. Niestety kolega – mój dawny, dawny dowódca – dysponował jedynie śpiworem o komforcie cieplnym + 18°C. Jednak z uwagi na to że jak każdy wspinacz jest niezłym twardzielem wytrzymał w nim ponad trzy godziny! Po przebudzeniu od nowa musieliśmy rozpalić ognisko, rozmroziliśmy sobie na nim jedzenie i trochę przed północą, ruszyliśmy dalej. Z uwagi na to że sprzętowo byliśmy przygotowani na temperatury rzędu od -5 do -10°C, tak więc słupek rtęci w okolicach -18°C oraz dość silny wiatr mocno nas zaskoczył. Było to o tyle nieprzyjemne, że każdy postój oznaczał szybkie i mocne wychłodzenie, a już w okolicach godziny czwartej i piątej nawet marsz przestał rozgrzewać. Gdzieś w trakcie postanowiliśmy sobie zagrzać herbatkę na legendarnym prymusie, jednak z przyczyn przeze mnie nie ustalonych kuchenka przestała działać. Dwa razy ją nagrzewaliśmy, dwa razy próbowaliśmy podpalić wylatujący gaz i… nic. No, ale jako zaradne chłopaki, zamiast kolejny raz próbować, rozlaliśmy po prostu paliwo na pokrywce od menażki i podpaliliśmy. Zauważyłem że wiele osób podejmuje określone działanie z zamiarem osiągnięcia jakiegoś celu, a gdy działanie to okazuje się nieskuteczne, zamiast zreflektować się i zmienić taktykę, dalej tkwią w swoich przekonaniach i pomimo wielu takich samych prób, dalej nie osiągają swojego celu, taka dygresja.

W końcu, gdy słońce wzeszło nad horyzontem, dotarliśmy do fajnie osłoniętego przystanku by w jego promieniach przespać się kilka minut – wspaniałe uczucie. I w ten oto sposób nasza 50 km wędrówka dobiegła końca, a ja nabrałem ochoty na dalsze wypady 😀 !

* kiedyś w gazecie zobaczyłem ogłoszenie o mniej więcej takiej treści: Za pięć złotych wyślę do Ciebie pocztówkę ze Świętego Miasta Częstochowy. Od tej pory Częstochowa nie jest dla mnie zwykłym miastem 🙂

Wioska na drzewach

Po kilku godzinach spędzonych w drodze – z czego ponad połowa przestana w korkach – dojeżdżam do małej miejscowości. Już po zmroku, szutrową drogą wjeżdżam w głąb lasu i musze przejechać jeszcze kilkaset metrów – wąskimi leśnymi ścieżkami – zanim zobaczę blask ogniska.

Pierwszy dzień

To właśnie tam w środku lasu, ma miejsce nietypowa impreza – kilku osobom spodobała się inicjatywa Łukasza Tulej ze szkoły przetrwania Tooley Survival by spędzić kilka dni pośród koron drzew. (więcej…)