Jakiś czas temu w internecie wypłynął artykuł rzekomego członka KGB, w którym zawarte były instrukcje przygotowane specjalnie dla przeciętnego cywila na czas konfliktu zbrojnego. Nie trzeba było długo czekać, by razem z artykułem, wypłynęła chmara “znafców” którzy wydaje mi się bez znajomości rosyjskich (a dokładniej Radzieckich) realiów wzięli się za komentowanie tekstu. Nie mam zamiaru tłumaczyć każdego zdania tamtego artykułu (polecam lekturę Suworowa), ale chciałbym poruszyć kwestię składanego stołka który przewinął się przez tamten artykuł.

Tak więc zainteresowanych tym do czego może nam się przydać stołek podczas marszu, zapraszam do lektury, a osoby mówiące że zamiast stołka lepiej wziąć więcej amunicji żegnam – już dawno przestałem wierzyć w to, że barany zaczną szczekać.

Podczas mojego samotnego marszu wzdłuż wybrzeża, na wózku który za sobą ciągnąłem również znalazł się składany stołek. Zabranie go zasugerował mi mój Tata, tuż przed wyjazdem i powiem Wam że był to naprawdę genialny pomysł, dlaczego? Już wyjaśniam.

Podczas marszu, 90% czasu spędzałem na plaży, na zimnej zmrożonej plaży. Ten kto latem był nad morzem, wie że piasek wchodzi w każdy zakamarek ciała, a ja po kilkunastu dniach spędzonych na plaży wiem, że piasek potrafi dostać się praktycznie wszędzie – do trzymanego cały czas w pokrowcu aparatu, który w dodatku leży w zamykanym wózku, a nawet do wodoszczelnego zegarka.

Co więc w takich warunkach dał mi zwykły, śmieszny, ważący około 300g stołek? Izolację, genialną izolację od podłoża. Oczywiście mogłem też siadać na karimacie i pozwolić na to by piasek wchodził mi w buty, spodnie i skarpetki, aż w końcu przyczynił by się do stworzenia bolesnych obtarć.

Oczywiście, musimy też pamiętać o tym, że o wiele przyjemniej siedzi się na stołku, niż na pokrytym lodem kamieniu, czy zamarzniętym na kość piasku, a z uwagi na to że siedzimy wyżej niż na ziemi, cały ruch powietrza odbywający się na wysokości sięgającej kilkunastu centymetrów nad poziomem gruntu nas omija.

Ostatnim wielkim plusem jaki daje nam ten śmieszny i nieprzydatny stołek, jest możliwość owinięcia się śpiworem i spania na siedząco bez przejmowania się tym że od gruntu ciągnie.

Na zakończenie przypomina mi się jedna zabawna sytuacja związana z tym stołkiem. Gdy po całym dniu marszu, usiadłem sobie obok mojego wózka i jedząc stołową łyżką nutelle obserwowałem zachód słońca, to kątem oka widziałem zdziwione twarze mijających mnie osób i słyszałem ich konspiracyjne szepty “co to za bezdomny?”.

Tak więc, mam nadzieję że udało mi się Was przekonać że nawet zwykły składany stołek może znacznie ułatwić nam wyprawę, a jeśli Was nie przekonałem to czekam na komentarze 😉

Ostatnie wpisy

  • Święte Miasto Częstochowa*Święte Miasto Częstochowa* Z uwagi na to że zima na nowo do nas powróciła razem z moim znajomym, wybraliśmy się na 24 godzinny marsz z noclegiem […]
  • Zdobywamy Skrzyczne!Zdobywamy Skrzyczne! W minioną sobotę postanowiłem wykorzystać wszystkie uroki panującej u nas srogiej zimy i wybrać się na krótki marsz w […]
  • Historia pewnego parasolaHistoria pewnego parasola Wczoraj planowaliśmy z Dominiką nasz kolejny autostopowy wyjazd. Po wstępnym obraniu kierunku, zaczęliśmy zastanawiać […]
  • Rowerem nad morze – praktyczne porady i wskazówkiRowerem nad morze – praktyczne porady i wskazówki Zauważyłem, że im bliżej wakacji, tym coraz większym zainteresowaniem cieszy się mój wpis o rowerowej wyprawie nad […]
  • Ruszamy w drogę – co zabrać. Cz.1Ruszamy w drogę – co zabrać. Cz.1 W cyklu “ruszamy w drogę” opiszę wszystkie kwestię związane z przygotowaniem do podróży. Postaram się by rady te były […]
  • Jakie skarpetki do maszerowania?Jakie skarpetki do maszerowania? Dzisiaj krótki wpis, co nie oznacza że będzie na temat nudny i nieważny - wręcz przeciwnie. Wychodzę z założenia, […]