Książka „Woziłam arabskie księżniczki” jest moją drugą książką przeczytaną w tym roku (dla tych którzy nie wiedzą podjąłem się zadania przeczytania 50 książek w ciągu roku – szczegóły tutaj).

Książka opowiada historię kobiety która bardzo chciała zostać aktorką lub przynajmniej producentem filmowym. Kształciła się w tym kierunku oraz podejmowała prace związane z jej marzeniami, jednak jak to w życiu bywa jej amerykański sen nie chciał się spełnić. Pieniędzy zaczynało brakować, brakowało nowych ofert z branży filmowej, a żyć za coś trzeba.

W tym momencie Jayne postanowiła zostać szoferem. Miała to być praca tylko na chwilę, żeby coś dorobić i poczekać na nowe oferty filmowe. Niestety oferty się nie pojawiały, a praca szofera stała się jej głównym zajęciem. W pracy woziła aktorów, reżyserów czy pijaną młodzież, aż pewnego dnia pojawiła się bardzo ciekawa propozycja.  Po firmie w której pracowała rozniosła się wiadomość że do USA przyjeżdża rodzina królewska z Arabii Saudyjskiej. Praca przypomina powołanie do wojska i rezygnacje z życia osobistego jednak wizja sowitego napiwku była łakomym kąskiem – szczególnie dla niespełnionej autorki.

W ten oto sposób Jayne Larson podjęła się pracy dla rodziny królewskiej czego efektem końcowym było napisanie przez nią książki „Woziłam arabskie księżniczki”. Tytuł jest odrobinę mylący, bo znacznie lepiej pasowałby „byłam niewolnicą arabskich księżniczek” czy też „dla napiwku od rodziny królewskiej pozbywałam się godności i życia prywatnego”.

W każdym razie książka bardzo ciekawie przedstawia dwie rzeczy. Po pierwsze dowiadujemy się jakie podejście ma rodzina królewska do innych osób, żeby lepiej to zobrazować: służące mieszkały razem w jednym ciasnym pokoju, a z kolei maszyna do robienia herbaty miała swój własny apartament za kilka tysięcy dolarów dziennie. W książce jest pełno takich przykładów, ale tego dowiecie się sami.

Po drugie, w książce bardzo fajnie jest pokazane jak konserwatywne arabskie księżniczki kochają zepsuty świat zachodu. Miłość ta przejawia się np. w kupowaniu całych busów torebek najdroższych projektantów.

Podsumowując. Jest to bardzo fajny tytuł napisany prostym, szybkim w czytaniu językiem. Być może nagonka medialna na tę książkę jest odrobinę przesadzona, co może sprawić że czytelnik poczuje się zawiedziony że w książce jest dość mało wprawiających w osłupienie historii. Niemniej jednak książka naprawdę godna polecenia. No i znajdziecie tutaj odpowiedź na najważniejsze pytanie: ile wynosił ten napiwek?

Ostatnie wpisy