Bambus / źródło: Wikipedia

Dzisiaj krótki wpis, co nie oznacza że będzie na temat nudny i nieważny – wręcz przeciwnie. Wychodzę z założenia, że dzisiaj mamy tak mało czasu, że szkoda tracić go na wstępy, owijanie w bawełnę czy porównania i przykłady mające jedynie wypełnić połowę strony i stwarzać wrażenie, że tekst jest lepszy niż faktycznie. Wchodzisz lub wychodzisz – krótka piłka. Tak więc przechodząc do rzeczy, dziś porozmawiamy o skarpetkach…

Niezależnie od wieku, sprawności fizycznej i celu wyprawy skarpetek używa każdy z nas. Co więcej, skarpetka sama w sobie jest tak ważna jak odpowiednie buty, solidny plecak czy dobra kurtka. Możemy mieć świetną kondycję, a topografię terenu mieć w małym palcu, to jednak odparzone, napuchnięte stopy uniemożliwią nam dalszą wędrówkę.

W swojej wieloletniej przygodzie z marszami miałem już na stopach wszystko, od cienkich jedwabnych, po bawełniane, przez stópki do grubych podkolanówek, na chińskich tanioszkach kończąc. Zdarzało mi się też chodzi w skarpetkach za 30 i więcej złotych za parę, które miały być idealne i ogólnie świetne – nie były.

Obserwując własne ciało, zauważyłem że podczas marszów o wiele lepiej sprawdzają się zwykłe cienkie skarpetki (nie żadne grube, czy wysokie), które bardzo dobrze leżą na stopie i się nie podwijają. Problemem stał się tylko materiał. Jedwabne skarpetki ogólnie są okej, ale bardzo szybko naciągają potem i już po jednym dniu strasznie śmierdzą. Z kolei chińskie, syntetyki potrafią odparzyć stopę już po 6 godzinach marszu – co zdarzyło mi się na samym początku mojego marszu wzdłuż wybrzeża, przez co przez kilka następnych dni musiałem chodzić bez skarpetek, a czasami nawet boso.

I kilka miesięcy temu, właściwie przez przypadek natrafiłem na skarpetki z bambusa – nie ma co się śmiać, mówię poważniej. Wtedy kupiłem je sobie do garnituru, za jakieś 20 złotych i po jakimś czasie, z braku laku zabrałem je na 20 kilometrowy marsz i wiecie co? Sprawdziły się idealnie! Bardzo dobrze leżały na stopie, ciepło oraz pot odprowadzały na zewnątrz, a sama skarpeta – nawet po 2-3 dniach użytkowania – nie śmierdzi. Nie ma co się śmiać, w terenie takie rzeczy mają znaczenie. Co więcej, skarpetki wykonane z włókien bambusa są niesamowicie delikatne w dotyku, co w połączeniu z brakiem „gryzienia” stanowi naprawdę miłą mieszankę dla naszej stopy.

Co jeszcze ciekawsze, nie tak dawno znalazłem te same skarpety które ja kupowałem po 20 zł, w Pepco po… 7 zł para. Nie myśląc wiele, wykupiłem całą rozmiarówkę i z całą resztą moich skarpet pożegnałem się na zawsze. Od tamtego czasu, czy w góry, czy na rower, do pracy czy do biegania ubieram tylko moje skarpetki bambusowe 😉 Póki co, bambusowe skarpetki są moim numerem jeden, ale spotkałem się też ze skarpetkami które nie przemakają, ale cena powyżej 100 złotych za parę, narazie zniechęca mnie do zakupu 😛

Ostatnie wpisy