Chciałbym dziś poruszyć temat odrobinę poboczny, ale nie mniej istotny – pieniądze w podróży. Wydaje mi się że każdy z nas jest świadomy że wożenie że sobą gotówki, szczególnie gdy udajemy się na kilkutygodniową wyprawę jest dość ryzykowne. Po pierwsze jesteśmy narażeni na kradzież, a po drugie dość ciężko jest schować w łatwo dostępnym miejscu większe ilości gotówki. Na szczęście XXI wiek, przyniósł nam wspaniałe rozwiązanie – karty płatnicze. Teraz już nie musimy obawiać się gdzie schowamy nasze pieniądze, nie musimy się martwić o to czy znajdziemy kantor, a w przypadku kradzieży dzwonimy do banku blokujemy kartę i tyle. Jednak czy naprawdę jest tak różowo?

Niestety nie i jak później pokaże, nie każdy nawet zdaje sobie z tego sprawę. Ogólny problem z trzymaniem pieniędzy w banku jest taki że te pieniądze fizycznie nie są nasze. W przypadku gdy bank bez problemu nam je wypłaca jesteśmy zadowoleni, ale co zrobimy w sytuacji która wydarzyła się w 2013 roku na Cyprze, gdy banki po prostu bez ostrzeżenia zablokowały konta swoich klientów pobierając z nich prowizję?

Zresztą przykładów nie musimy wcale szukać daleko, w chwili pisania tego posta w Polsce doszło do awarii bankomatów PKO BP i ludzie przed długim weekendem zostali bez pieniędzy, a w dodatku z blokadami na rachunkach. Podobna sytuacja spotkała również mnie (ale w innym banku) i opowiem Wam jak to było.

Jakiś czas temu dostałem od mojego banku list. W środku znalazłem nową kartę zbliżeniową (już pominę fakt że bardzo nie chciałem mieć takiej karty i musiałem długo w banku odmawiać zanim Pani wydała mi starą, zwykłą kartę na pin) i informację brzmią mniej więcej tak:

„Hej szczęśliwcze, dajemy Ci tę super kartę zbliżeniową dzięki której będziesz mógł płacić bez podawania pinu, świetnie nie? Wystarczy tylko że raz zapłacisz tą kartą podając swój stary pin i karta już będzie działać! Wspaniale nie? To leć i płać!”

Myślę sobie, że ani ich nie prosiłem o kartę, a przy wydawaniu mojej obecnej wiele razy zaznaczałem że nie chcę zbliżeniowej. Loguje się do banku i widzę że moja stara karta dalej jest aktywna i będzie taka aż do 2017 roku. Ciesze się że chociaż tyle i pomimo faktu że wciskają mi jakiś kit to dalej mogę używać tego co chciałem. Więc zabrałem moją kartę i pojechałem z nią autostopem na Nordkapp, po powrocie znów wziąłem moją kartę i pojechałem z nią do Metz we Francji przez Amsterdam, Brukselę i Luksemburg, a w drodze powrotnej kupiłem za nią bilety do Europarku w Niemczech. Po powrocie idę do Carrefoura, chce zrobić zakupy i co? Transakcja odrzucona. Nie Pani kasjerko niemożliwe, jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze raz. ODRZUCONA. Dobrze że Dominika miała te 20 zł to mogłem kupić chleb, masło i wędlinę. Wracam do domu, dzwonie do banku i co słyszę? Tak karta jest zamknięta bo wysłaliśmy Panu nową, czemu Pan jej nie używa? Bo jej nie zamawiałem, bo jej nie potrzebuje, a tak w ogóle co to Panią obchodzi? No tak, ale teraz nasz bank używa tylko takich i bla bla bla i pierdu srerdu.

Fajnie że to wydarzyło się w Polsce, a co by było gdyby to stało się 3000 km od domu w Norwegii? Albo na stacji benzynowej we Francji? Nie muszę Wam chyba mówić, że ostro się wkurzyłem. Postanowiłem sobie że skoro oni tak traktują mnie i moje potrzeby to ja ich wcale nie potrzebuje, a swoich pieniędzy nie muszę trzymać na ich kontach bankowych. Następnego dnia zabrałem się do oddziału z zamiarem wypłacenia z konta moich pieniędzy (niedużo bo niedużo, ale zawsze). Przemiłej Pani w okienku powiedziałem po co przyszedłem, na co usłyszałem „a nie może iść pan do bankomatu”? Nie proszę Pani nie mogę, chcę wypłacić je tutaj u Pani.  Już pominę fakt że z oszczędnościowego nie można wypłacić pieniędzy kartą. No i zaczyna się szopka. Poproszę dowód, proszę bardzo. A więc nazywa się Pan tak i tak i mieszka Pan tu i tu – czyta głupie babsko na całe pomieszczenie, które jest tak nowoczesne że nie ma krzeseł, ani „boksów” tylko stoi się jak w barze w oczekiwaniu na piwo. Dobrze i chce Pan wypłacić tyle i tyle pieniędzy gotówką w tej chwili tak – znów pyta na cały głoś. Co za kretyn – myślę – mogłem już wypłacić z tego bankomatu. Po zniesieniu jeszcze 15 minut dąsów i humorków przemiłej Pani z okienka, wyszedłem z banku i nigdy tam nie wrócę. Nie dość że za darmo daję im moje pieniądze, na których oni sobie zarabiają, to jeszcze blokują mi kartę, czytają moje dane i kwotę na całe pomieszczenie to mają pretensję że jeszcze ośmieliłem się stanąć przed jaśniejącym obliczem królowej z okienka.

I nawet nie chce sobie wyobrazić jak czują się osoby korzystające z PKO które właśnie w tej chwili zalicza ogólnokrajową klęskę.

Czytają komentarze na niebezpieczniku dotyczące aktualnej awarii PKO trafiam na taki komentarz?

„Skoro dostajesz pensje na konto to masz lecieć każdego miesiąca wybrać pewną kwotę “bo bankomaty moga nie działać”? Gdzie tu logika?
Wodę też trzymasz w wiadrze na wypadek gdyby jej zabrakło w kranie oraz prąd w UPS-ie “w razie gdyby”?”

i kontynuacja w innym komentarzu:

„Po co? Po co normalny człowiek ma zaprzątać się problemem “działania” wszystkich usług wokoło? Po to z nich korzystasz aby o tym nie myśleć, przejmować się, odwalać za nich robote. Jeżeli jakaś usługa nawala to nie będziesz z niej dłużej korzystał proste. Fakt, trzymanie kasy w wielu miejscach jest dobrą praktyką ale skąd normalni zwykli ludzie mają o tym wiedzieć? Kto miałby ich tego nauczyć?

Kto miałby nauczyć ludzi zdrowego rozsądku? Kto miałby ich nauczyć żeby nie wierzyć we wszystko co mówią? Kto miałby ich nauczyć że nic nie jest wieczne i w każdej chwili coś może się popsuć? Nie wiem.

Ostatnie wpisy