Na zdjęciu Dominika, ze wspomnianym parasolem w BerlinieWczoraj planowaliśmy z Dominiką nasz kolejny autostopowy wyjazd. Po wstępnym obraniu kierunku, zaczęliśmy zastanawiać się nad sprzętem który powinniśmy ze sobą wziąć. Całkiem poważnie rozważamy zabranie – przynajmniej jednej – walizki na kółkach. Tak jak ja jestem do plecaka przyzwyczajony, tak Dominika nie za bardzo. Przyznam szczerze że widziałem już dziewczyny z takimi walizeczkami na stopie, a nawet sam żałowałem że nie mam czegoś takiego jak byłem za kołem podbiegunowym. Możecie się śmiać, ale idąc z plecakiem zaraz przepocicie sobie koszulę na plecach – w górach to nie problem, co chwilę strumyczek więc można do woli zażywać kąpieli (lub chociaż podstawowej higieny), a na drodze szybkiego ruchu? A na wąskiej drodze, gdzieś na końcu Finlandii? Kto stopował wie, jak wiele wysiłku wymaga utrzymanie podstawowej higieny na stopie.

Ale w sumie to nie o walizce i higienie miałem napisać…

Po walizce zaproponowałem zabranie dwóch parasolów – może nie są tak outdoorowe jak peleryny, ale na stopie sprawdzają się o wiele lepiej, bo i człowiek i kartonik i plecak nie zamoknie. Na co Dominika odpowiedziała, że nie musimy ich zabierać, bo jak zacznie padać to na pewno jakiś znajdziemy tak jak to było w Berlinie. Na co ja odpowiedziałem, że pewnie znajdziemy, a ona pewnie znów go po jakimś czasie zgubi – tak jak ten w Berlinie.

– Ale ja go nie zgubiłam!

– To co się z nim stało?

– Zostawiłam go

– Gdzie?

– Nie pamiętam, na przystanku chyba

– Ale po co?

– Bo już nie był nam potrzebny.

To jest najwspanialsze w stopie, zrezygnowanie – chociaż na chwilę – z konsumpcyjnego stylu życia i magazynowania dóbr materialnych. Żyjesz tu i teraz i zaspokajasz tylko swoje aktualne potrzeby. Potrzebujesz parasol to kołujesz parasol, nie jest już potrzebny to go zostawiasz…

Gdyby każdy człowiek postępował podobnie to chyba mieszkalibyśmy na Atlantydzie 😉

Ostatnie wpisy