Nocny spacerek we mgle

W ramach przygotowań do nadchodzącego sezonu wyprawowego, postanowiliśmy wybrać się na krótki nocny wypadzik w góry. Z uwagi na fakt że oprócz tego że jesteśmy ludźmi czynu, to jesteśmy też ludźmi pracy, udało nam się wyjechać w sobotę dopiero po godzinie 16, by po ponad godzince rozpocząć wędrówkę w zapadającym mroku.

Z racji tego że wypad nie miał mieć charakteru czysto kondycyjnego, zrezygnowałem z nawigacji gps (oczywiście trasę sobie nagrywałem w telefonie, ale nie posiadałem żadnych map), a na moim wyposażeniu znalazła się jedynie papierowa mapa, latarka, 4 kanapki, termos, karimata i śpiwór – nawet z noża zrezygnowałem. (więcej…)

Zdobywamy Skrzyczne!

W minioną sobotę postanowiłem wykorzystać wszystkie uroki panującej u nas srogiej zimy i wybrać się na krótki marsz w góry. Szczęśliwie znalazło się też kilku śmiałków którzy razem ze mną postanowili zmierzyć się z oblodzonymi szlakami i trzaskającymi mrozami. Dodatkowo wyjazd był idealną wymówką żeby przetestować najnowszy „ekspedyszyn kar”, którym w nadchodzące wakacje najprawdopodobniej wybierzemy się do Rumunii!

Droga przebiegała spokojnie, jednak gdzieś w połowie zorientowałem się, że zapomniałem butów – nic tam, już raz na Jurze zdarzało się chodzić w adidaskach przy -15 całą noc ;).

Po dojechaniu do Szczyrku, naszym oczom ukazały się niesamowite zimowe krajobrazy…

(więcej…)

Droga na Rysy

Tatry zimaO wejściu na Rysy marzyłem już od dawna, jednak zawsze stawało mi coś na drodze – raz fatalne warunki, innym razem budzik nie zadzwonił – wiadomo, życie.

Tak więc gdy tydzień temu pojawiła się możliwość pojechania w Tatry, stwierdziłem że jadę. Wprawdzie teraz z uwagi na pracę kondycyjnie leżę, a w Tatrach od 1700 m n.p.m leży śnieg, ale co tam – wejdę ile będę w stanie.

Do parkingu pod Morskim Okiem dojechaliśmy na moment przed wschodem słońca. Podczas marszu asfaltem w stronę schroniska, podziwiałem przebijające się przez drzewa zaśnieżone szczyty gór, a także cały czas się zastanawiałem czy jest to dobry pomysł. (więcej…)

Rowerem na Czechy – 163 km w 25,5 godziny!

W ostatni piątek postanowiłem wybrać się z Michałem na prawdziwy wypad bez odpoczynku 🙂 Postanowiliśmy, że zrealizujemy dawno już wymyślony projekt i wybierzemy się rowerami na Czechy. Po nieprzespanej nocy, o czwartej nad ranem spotkałem się z Michałem w Katowicach i ruszyliśmy w kierunku Mikołowa. Gdy opuściliśmy jeszcze nie wytrzeźwiałe centrum miasta, od razu dało się poczuć wszystkie uroki nocnej jazdy – cisza, spokój, kompletny brak samochodów. Po dotarciu do Mikołowa strzeliliśmy sobie obowiązkową fotkę na rynku i ruszyliśmy dalej, w kierunku miasta Żory. Przy wyjeździe z Mikołowa, za sprawą nocy i dużej prędkości, wjechałem w potłuczoną szklaną butelkę i tak po około godzinie od rozpoczęcia wyjazdu, rozpoczął się nasz test silnej woli. Biorąc pod uwagę fakt że dętka była mocno podziurawiona, pokonywanie dalszych 140 km na takim sprzęcie mogłoby skończyć się fatalnie – wprawdzie ja bym dalej (więcej…)

Vagabundog – psio-ludzkie wędrówki

Kalif - vagabundowy twardziel

Niedawno miałem przyjemność przez krótki czas towarzyszyć Adrianowi z ekipy vagabundog.pl w jego charytatywnym marszu Szlakiem Orlich Gniazd. Szlak ten mierzy sobie około 160 km długości i przebiega pomiędzy Częstochową, a Krakowem. Adrian razem z przygarniętym ze schroniska Kalifem postanowili pokonać razem ten dystans (do tej pory nie wiadomo, który z nich pierwszy wpadł na ten pomysł) nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla schroniska w Nowym Dworze Mazowieckim. Dlaczego ich wyprawa była wyjątkowa i z jakimi trudnościami musieli się zmagać o tym powiem za chwilę. (więcej…)